19 Lipiec 2018 00:26
KONTAKT o22.pl COŚ SIĘ WYDARZYŁO - POINFORMUJ NAS O TYM WYŚLIJ SMS lub MMS NA 693866065 lub NAPISZ


Reklama
blank.gif
blank.gif
Bezrobotni z wyższym wykształceniem
blank.gifPracaZwiększa się wydajność pracy - Polacy w obawie przed utratą pracy pracują coraz wydajniej, ku radości pracodawców (zwłaszcza właścicieli małych firm), którzy mogą zatrudniać coraz mniej osób. Na przykład taka księgowa - może przejąć obowiązki kadrowej, sekretarki i kogoś jeszcze. Piotr Jarco, autor artykułu "Stereotyp polskiego bezrobotnego na podstawie badań empirycznych" przebadał grupę 100 osób (wszystkie uczyły się lub pracowały, 27 proc. badanych miało wykształcenie wyższe). Charakterystyka typowego bezrobotnego, którą stworzono na podstawie badań, była dość negatywna. Badani przypisywali mu takie cechy jak lenistwo, brak wykształcenia, niezaradność i skłonność do nadużywania alkoholu (tę cechę wymieniło aż 14 proc. osób). Wśród wartości cenionych przez bezrobotnych wymienili pracę (nieco ponad 30 proc.), ale również... wódkę i powtórki seriali w telewizji! Jak wygląda - według badanych - bezrobotny? Jest źle ubrany (tak stwierdziło 32 proc.), zaniedbany i brudny. Jego nieodłączne atrybuty to siatka z butelkami (po alkoholu, rzecz jasna), wózek wypełniony metalowymi odpadami, przybrudzony podkoszulek bez rękawów. Niby ten stereotyp jest śmieszny i naiwny - ale stereotypy są bardzo ważne, bo w dużej mierze to przez ich pryzmat poznajemy rzeczywistość. Ten stereotyp pokazuje, że pomniejszamy wagę bezrobocia, ograniczając je do grupy leniwych alkoholików; uważamy je za zjawisko marginalne, a bezrobotnych uważamy za osoby niepotrzebne.

Strategia pierwsza - Edyta

Edyta jest ubrana modnie i ma swój styl. Nie nadużywa alkoholu i nie lubi telewizji, nie dźwiga siatki z butelkami. Po utracie pracy (etat, umowa na czas nieokreślony) Edyta oprócz szoku i rozgoryczenia poczuła też ulgę, bo praca nie do końca odpowiadała ideałom. Początkowo potraktowała to jak wyzwanie - znajdzie pracę marzeń, strata etatu to również jakaś szansa na coś lepszego. Dzięki nielegalnie pisanym pracom licencjackim i magisterskim, kilkoma umowami o dzieło (legalnymi) i dorabianiu sobie raz w tygodniu jako barmanka, Edyta żyje jako tako - jada na mieście, kupuje ciuchy i książki, chodzi do kina i do teatru. Wynajmuje ładne mieszkanie (zastanawiała się, czy nie obniżyć standardu i nie zamieszkać np. przy staruszce, ale to oznaczałoby konieczność rozstania się z dwoma psami, których właścicielka mieszkania pewnie by nie zaakceptowała). Tak minęło kilka miesięcy. Zaczyna martwić się o ubezpieczenie, emeryturę itd. Jednak szukanie pracy tak na serio i z pełnym zaangażowaniem odkłada na potem, bo... ma za dużo pracy, a zbieranie materiałów do prac magisterskich pochłania sporo czasu. Ponieważ widzi, że szukanie stałej pracy ewidentnie jej nie idzie, zastanawia się, czy nie udać się do urzędu pracy. Boi się jednak upokorzenia, które według niej towarzyszy takiej wizycie. Pozostaje więc samousprawiedliwienie, że i tak niczego by tam dla niej nie mieli, poza jakąś nudną papierkową robotą (skończyła kulturoznawstwo). Nie czuje się wykluczona ze społeczeństwa z racji swego bezrobocia - w towarzystwie zawsze może powiedzieć, że jest dziennikarką. Przyznaje jednak, że przed stratą pracy czuła się bezpieczniej - choćby się waliło i paliło, na koncie pojawiała się określona suma. Teraz dużo zależy od pomysłowości Edyty, poszukiwania zleceń, wyszarpywania kasy, umiejętności negocjacji...

Strategia druga - Agata

Po skończeniu studiów i kursu dla asystentek, Agata przez dwa lata prowadziła małą firmę. Gdy zaszła w ciążę, szybko zarejestrowała się w urzędzie pracy jako bezrobotna. Darmowe ubezpieczenie i opieka medyczna sprawiły, że schowała dumę do kieszeni, odstała swoje... i tak oto może bez przeszkód urodzić w państwowym szpitalu, nie płacić za wizyty u ginekologa. Agata jest bardzo zadowolona ze swojej decyzji. Na razie utrzymanie rodziny spadło na jej męża, lecz gdy dziecko trochę podrośnie, przyszła mama powróci na rynek pracy. Przynajmniej tak jej się wydaje.

Strategia trzecia - Justyna

Po skończeniu studiów Justynie nie udało się znaleźć zajęcia, a więc zarejestrowała się w "pośredniaku". Korzystając z dobrodziejstw programu "Pierwsza praca", postanowiła skończyć kurs komputerowy dla grafików. Niestety, okazało się to niemożliwe - chętnych sporo, miejsc mało, kolejka do zapisów. Zrezygnowała z kursów oferowanych przez urząd (dość łatwo dostępny był jedynie kurs operatora wózków widłowych, a drobna i wątła Justyna z wykształceniem humanistycznym nigdy nie myślała o pracy fizycznej). Trochę z ciekawości, trochę z potrzeby zapełnienia czasu, przyjęła propozycję stażu w archiwum. To zapewniało poczucie, że coś jednak robi, do tego ok. 450 zł na rękę (Justyna mieszkała jeszcze z rodzicami) i bycie wśród ludzi. Praca nie okazała się bynajmniej męcząca. Dorabiała trochę tłumaczeniami i tak oto miała parę groszy na swoje wydatki. Żałowała czasem, że zamiast bawić się w studiowanie historii sztuki, nie wybrała bardziej konkretnego fachu (fryzjerka, krawcowa) czy chociażby nie przemęczyła się na prawie - które wcale jej nie interesowało, ale przynajmniej dawało jakieś widoki na pracę po dyplomie). W kasynie, punkcie sprzedaży kanapek na ciepło i kilku innych miejscach nie chcieli jej przyjąć, argumentując, że z takim wykształceniem i tak odejdzie za parę miesięcy, gdy dostanie lepszą propozycję pracy. A więc wykształcenie może być czasem przekleństwem!

Justyna uważa (z perspektywy czasu), że staż w archiwum niczego raczej nie zmienił, nie pomógł jej zaktywizować się zawodowo. Pracę znalazła dzięki pomocy koleżanki ze studiów. Choć w archiwum zaproponowano jej etat, odmówiła. Skorzystał za to z tej propozycji Grzegorz, kolega, który również odbywał tam staż. Trudno się dziwić, że urząd pracy nie pomógł Justynie tak, jak na to zasługiwała. Wiesław Szczechowiak, dyrektor PUP w Lesznie narzeka, że urzędnicy zajęci są głównie wyrejstrowywaniem i ponowną rejestracją osób stale odmawiających przyjęcia jakiejkolwiek propozycji pracy; ponadto wydawanie oświadczeń, że dana osoba nie jest bezrobotna (potrzebne, gdy staramy się np. o dofinansowanie z UE) również pochłania sporo czasu. I tak oto ok. 75 proc. zatrudnionych w "pośredniakach" zajmuje się pracami urzędniczo-administracyjnymi zamiast pośrednictwem pracy.

Stale powiększająca się grupa

Być może ludziom z dyplomem wyższej uczelni łatwiej poradzić sobie w sytuacji braku pracy. Z drugiej strony - spadają przecież z wysokiego konia. Mają wykształcenie, gotowość do dalszej nauki, a nie mają pracy. Bohaterki artykułu "Górą bezrobotne i niezaradne!" (wszystkie z wyższym wykształceniem) jakoś wylazły z dołka, dzięki energicznym i przemyślanym działaniom, stanęły na nogi i powodzi im się nieźle. Są w stanie zapewnić godne życie sobie i dzieciom

Jednak od drugiej połowy lat 90. istnieje - i stale powiększa się - grupa osób bezrobotnych z dyplomem ukończenia wyższej uczelni. Według statystyk urzędu pracy to ponad 150 tys. osób. Jednak specjaliści twierdzą, że faktycznie ta liczba jest wyższa, sięga 300-400 tys. Skąd ta różnica w oficjalnych i nieoficjalnych statystykach? To proste, nie każdy bezrobotny z wyższym wykształceniem idzie zarejestrować się do "pośredniaka". Powodów jest wiele: niewiara w skuteczność pomocy oferowanej przez urząd, duma, wstyd, poczucie upokorzenia. Czasem podejmują prace tymczasowe, na przeczekanie, znacznie poniżej poziomu swoich kwalifikacji.

Najliczniejsza frakcja bezrobotnych to absolwenci ekonomii oraz marketingu i zarządzania. Od kilku lat to jedne z najpopularniejszych kierunków studiów. Przeciwnicy tych kierunków argumentują, że są to studia niekonkretne, nie dające żadnych umiejętności, w sam raz dla niezdecydowanych i nie mających żadnych zainteresowań. Do niedawna studenci marketingu i zarządzania stanowili aż 20 proc. wszystkich studentów w Polsce! W urzędzie pracy rejestrują się nie tylko - jak można by się było spodziewać - humaniści (poloniści, kulturoznawcy, historycy sztuki itd.), lecz również inżynierowie, do których - zdawałoby się - adresowanych jest sporo ofert pracy. Może być zaskoczeniem fakt, że w urzędzie pracy rejestruje się więcej informatyków niż np. prawników, archiwistów czy bibliotekoznawców.

A wszystkiemu winien boom edukacyjny

Ponad 12 proc. Polaków ma wyższe wykształcenie. Pęd do wiedzy czy zdobycia papierka sprawia, że przybywa nowych uczelni. Często są to prywatne szkoły wyższe o wątpliwej renomie. Część z nich to przechowalnia dla osób bez pomysłu na życie. Niestety, rynek pracy nie jest przechowalnią dla takich osób... Warunkiem niskiego bezrobocia, stabilnego rozwoju gospodarczego państwa i wzrostu płac jest właściwe wykształcenie. Tymczasem rynek pracy działa troszkę w oderwaniu od systemu edukacji. Wielu z nas, którzy podczas studiów mieli tzw. praktyki zawodowe, było zaskoczonych swoim poziomem bezradności, gdy musiało zmierzyć się ze swoją zawodową przyszłością. Właściwie wszystkie notatki można by wyrzucić do kosza. Do wykonywania zawodu teoretycznie jest się przygotowanym znakomicie, ale praktycznie - raczej słabo.

Winą za bezrobocie można by dopatrywać się w reformie oświaty, której efektem było zamknięcie ok. 6 tys. szkół zawodowych. Według danych GUS coraz mniej osób uczy się w zawodówkach. Obecnie solidne wykształcenie zawodowe sprawiłoby, że można by przebierać w ofertach pracy. Wyższe wykształcenie, zamiast ułatwiać znalezienie pracy, czasem to utrudnia.

Brakuje szwaczek, krawcowych, mechaników, budowlańców. To kuriozalna sytuacja! W mediach przez długi czas przedstawiano absolwentów zawodówek i techników jako nieudaczników. Sugerowano, że lepiej iść do ogólniaka, a potem skończyć studia. Łatwo i radośnie przejęła te poglądy tzw. opinia publiczna. W ten oto sposób, jak wieszczą fataliści, Polska stanie się krajem ludzi z dyplomami, niby wykształconych, ale sfrustrowanych, bez kompetencji i motywacji do pracy. Winą za produkcję bezrobotnych obarczają władzę, która opodatkowuje pracę jak towar luksusowy - za zatrudnionego pracownika pracodawca musi płacić olbrzymi podatek, prawie 80 proc. wysokości wynagrodzenia zatrudnionego. Katarzyna Hall z kolei przyczyn bezrobocia wśród absolwentów wyższych uczelni dopatruje się... w matematyce. To z lęku przed matematyką młodzi ludzie wybierają kierunki humanistyczne i potem długo szukają pracy. Apeluje, że matura z matematyki powinna być obowiązkowa, a ci maturzyści, którzy wybierają się na studia techniczne, nie powinni zakładać, że język polski po prostu odfajkują - wystarczy zaliczyć 30 proc., żeby zdać. Czy obowiązkowa matura z matematyki rozwiąże problem bezrobocia? Czas pokaże.
blank.gif
blank.gif blank.gif
Komentarze
blank.gif Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój? blank.gif
Dodaj komentarz
blank.gif Zaloguj się, aby móc dodać komentarz. blank.gif
Oceny
blank.gif
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
blank.gif
Stat4u
blank.gif
statystyka
blank.gif
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Najczęściej czytane
blank.gif blank.gif
Ostatnie artykuły
blank.gif
Brak artykułów
blank.gif
Pogoda
blank.gif
blank.gif
Polecamy
blank.gif
Idealna kobieta
Łukęcin
Seo katalog
Czarny humor
katalog stron
wpadki
Usługi elektryczne zachodniopomorskie


blank.gif
Logowanie
blank.gif
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif
Partnerzy
blank.gif

blank.gif
Ankieta
blank.gif
Czy Jestes za wprowadzeniem Euro-waluty w Polsce?

TAK

NIE

NIE WIEM

blank.gif
Ostatnio na forum
blank.gif
Najnowsze tematy
Regulamin
Najciekawsze tematy
Regulamin [0]
blank.gif
Przetłumacz stronę
blank.gif

blank.gif
Newsletter
blank.gif
Aby móc otrzymywać e-maile z Wiadomości musisz się zarejestrować.
blank.gif
Warto zobaczyć
blank.gif
filmy erotyczne
Katalog stron
Filmy online
telewizja HDTV
Inspiracje
Mocny czarny humor
blank.gif
RSS
blank.gif
blank.gif
Wygenerowano w sekund: 0.03 6,800,482 Unikalnych wizyt Theme Nautica by Harly